• Wpisów:2363
  • Średnio co: 19 godzin
  • Ostatni wpis:304 dni temu
  • Licznik odwiedzin:102 054 / 1922 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
somiex3
 
ginny2003
 
boze. wlasnie przeczytalam wszystkie nasze wiadomosci i moje wpisy (tak, to ja, 'somie'.
japierdole, co tutaj sie działo?XDDDDDDDDD
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Mężczyzna wyciągnął klucz i otworzył drzwi jej celi.
W następnym momencie Bonnie rzuciła się na niego przygwożdżając go ramieniem do ściany.
- Tak dziękujesz osobie, która wyciągnęła cię z więzienia? – spytał Helmut Zemo uśmiechając się.
- Tak dziękuję osobie, która w wyciąganiu mnie z więzienia ma własny interes. – odparła chłodno Bonnie nie puszczając go.
- Nie denerwuj się tak, agentko Stark. – zaśmiał się cicho, chociaż widać było, że wolałby nie być w tym momencie podduszany.
- Nie jestem i nie byłam żadną agentką. – wycedziła przez zaciśnięte zęby patrząc na niego.
Jeszcze przez chwilę wymieniali pełne nienawiści spojrzenia, bo czym Stark odsunęła się od niego.
- Wytłumacz mi to. – powiedziała stanowczym tonem krzyżując ręce.
- Wszystko? – uniósł brwi.
- Wszystko.
Westchnął cicho i przetarł skroń.
- Długo by tłumaczyć, a nie mamy czasu.
Prychnęła.
- O czym ty gadasz, Zemo?
- Posłuchaj. – podszedł do niej z tak śmiertelnie poważnym wyrazem twarzy, że Bonnie potrzebowała chwili, żeby się do niego przyzwyczaić. Zemo bez swojego kpiącego uśmieszku na twarzy wydawał jej się zupełnie inną osobą. – Wiem, że może to nie jest odpowiednia chwila i że nie chcesz tego robić, ale… ale musisz mi zaufać.
Przez chwilę milczała zastanawiając się nad tym, co właśnie usłyszała.
- Po tym wszystkim? – uniosła brwi. – Po tym wszystkim mam ci po prostu zaufać?
Pokręcił głową.
- Naprawdę chciałbym ci to wszystko wytłumaczyć, ale nie mam czasu. Musisz mi zaufać i ze mną pójść, a potem wszystko wyjaśnię. – obiecał.
- To daj mi chociaż jeden powód, dla którego miałabym pójść. – spojrzała na niego z rosnącym zdziwieniem.
- Jesteś… jesteś w niebezpieczeństwie. To… zresztą, już ci to mówiłem.
Spojrzała na niego z jeszcze większym zdziwieniem niż do tej pory. Jasne, Zemo nigdy nie wydawał jej się w pełni normalny, ale szalony chyba też nie był.
Chyba. Teraz zaczynała mieć co do tego wątpliwości.
- Co? – spytała tylko.
Znowu westchnął.
- Wiadomości, które dostałaś. – powiedział.
- To… do cholery, Zemo, to ty je wysyłałeś?
- Tak, tak. Wszystko ci wyjaśnię, tylko proszę, zmywajmy się stąd. Zaraz ktoś coś usłyszy i wparuje to uzbrojony oddział agentów SHIELD. A tego oboje byśmy nie chcieli.
Westchnęła.
Jasne, Zemo zawsze był jedną z osób, które na liście jej wrogów były pierwsze, ale… ale po wydarzeniach sprzed kilku miesięcy zaczęło jej się wydawać, chociaż sama w to nie wierzyła, że naprawdę się zmienił. I że pewnie, nie jest dobrym człowiekiem i już nigdy nie będzie, ale przecież ona też nie była. I że może już nie chce jej zabić.
Wzięła głęboki oddech.
- W porządku. – odparła w końcu.
Helmut kiwnął głową.
- No więc spadajmy stąd.
Przemknęli się przez korytarz i wyszli jednym z bocznych wyjść unikając spotkania z jakimkolwiek agentem. Co prawda baza SHIELD nigdy nie była pusta, nawet o tej porze, ale noc była najlepszą z możliwych pór na ucieczkę. Agenci, chociaż nie powinni, byli już zmęczeni i raczej nie chciało im się sprawdzać każdego korytarza i wyjścia.
Kilka minut później byli w samochodzie Zemo.
- Dokąd jedziemy? – spytała Bonnie kiedy ruszyli.
- Do twojego domu. Weź wszystko, co ci potrzebne, ale musisz to zrobić szybko. Mamy około godziny, najwyżej dwóch, póki nie zorientują się, że cię nie ma. A pierwszym miejscem, które sprawdzą będzie twój dom.
- Nie sądzisz, że należą mi się wyjaśnienia?
Przez chwilę milczał, ale w końcu zaczął mówić.
- Jak wiesz, po wydarzeniach z Serpent Hydra uważa mnie za wroga. Zresztą słusznie. Nie mam więc żadnego konkretnego zajęcia, no i rozumiesz, po prostu siedziałem w domu. Było chyba najspokojniej, jak tylko mogło być. Siedziałem, oglądałem telewizję, czytałem gazety, wychodziłem na miasto, żyłem sobie tak, jak normalni ludzie. No i pewnego dnia mnie zaatakowano. W moim własnym domu. Jakoś się z nimi uporałem, to była grupa. Nie zdążyłem jednak niczego się dowiedzieć, uciekli. Na początku myślałem, że to Hydra, więc sprawdzałem bazy, włamałem się kilka razy do ich systemów…
- Czekaj. – przerwała mu. – To ty byłeś w tej opuszczonej bazie Hydry?
- Tej, przy której SHIELD ma kamerę? Tak, to ja. W każdym razie, nic nie znalazłem. W ogóle trudno było ich znaleźć, nagle ucichli. Potem okazało się, że…
- Że pracowali nad nową bronią. Tak, wiem.
- Potem moje podejrzenia spadły więc na SHIELD. Włamałem się do systemów próbując coś znaleźć i tym razem znalazłem.
- No, co takiego?
- W SHIELD od pewnego czasu działała pewna agentka, na nazwisko ma chyba Rain, imienia nie pamiętam. Nieważne. Trochę mnie to zdziwiło, bo o ile awanse u wszystkich agentów przebiegały całkiem normalnie, wiesz, powoli i za jakieś konkretne zasługi, ona przez ledwie kilka dni powędrowała na dziewiąty poziom. Sprawdziłem więc wszystko, co było z nią związane i znalazłem parę rzeczy. Rozkazy przez nią wydane. Jedynym z nich był atak na mnie, a drugim umieszczenie w waszej drużynie Scotta Langa. Trzeci nie był niczym konkretnym, był za bardzo zakodowany, żebym mógł coś odczytać. Był związany z tobą. Wtedy napisałem pierwszego smsa.
Bonnie słuchała w milczeniu. Historia Zemo jak na razie brzmiała trochę absurdalnie, ale mu nie przerywała.
- Jak wiadomo, twoje spotkanie z Langiem uruchomiło łańcuch zdarzeń, który ostatecznie zakończył się wtrąceniem cię do więzienia. No, i teraz siedzimy tutaj.
- Czyli co, sądzisz, że ta cała Rain miała plan, który zakładał zabicie ciebie i aresztowanie mnie? To nie ma sensu. Po co?
- Tego nie wiem. Mam zamiar się dowiedzieć.
Wkrótce dojechali do domu Bonnie.
- Weź co potrzebujesz, nie wiem, kiedy znowu będziesz mogła tu wrócić.
Kiwnęła głową i szybko wkroczyła do domu. Wzięła leżący na podłodze plecak i wrzuciła do niego dokumenty, telefon, portfel, broń, naboje do pistoletu, tableta i resztę podręcznych rzeczy. Torbę, którą wyciągnęła z szafy natomiast zapełniła głównie ubraniami, kosmetykami i parą butów. Do plecaka wrzuciła również małe pudełko, które wcześniej leżało schowane na dnie zamkniętej na klucz szafy. Wychodząc narzuciła na siebie bluzę i kurtkę i wrzuciła rzeczy do bagażnika samochodu Zemo.
Wtem jednak usłyszała strzał.
Momentalnie wyciągnęła pistolet i odwróciła się. W jej stronę zbliżało się kilka samochodów z SHIELD.
- Cholera. – mruknęła podnosząc broń i unikając kolejnego oddanego w jej stronę strzału.
  • awatar Potterwarta: Ojacie *-* Nie spodziewałam się Zemo xD Co tu się porobiło?? I znowu skończyłaś w takim momencie xD Czekam na następny <33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Bonnie musiała przyznać, że mimo wszystko jej cela nie była najgorsza.
Agenci nawet przenieśli jej tam worek bokserski, za co Stark nawet im podziękowała z nieudawanym uśmiechem.
W nocy wyjątkowo nie męczył jej sen o Darrenie, rano przynieśli jej całkiem niezłe śniadanie, a w ciągu dnia zajmowała się głównie workiem bokserskim i książką, którą również jej przyniesiono.
Początkowo zastanawiała się trochę co dalej, czy postawią ją przed sąd czy może przesłuchają. Szybko jednak przestała się tym martwić. Nic nie mogli jej przecież zrobić.
Nie mogli jej przecież w żaden sposób udowodnić, że była jakkolwiek zamieszana w sprzedaż Hydrze Cząsteczek Pyma. Bo prawda była taka, że nie była. Historia jej znajomości z Darrenem należała do tych trochę bardziej skomplikowanych.
Poznała go całkiem przypadkiem, kiedy akurat załatwiała coś w firmie Pyma. Przypadkiem zaczęli trochę rozmawiać i dowiedziała się, że Cross ma tam małe problemy. Pomogła mu się nimi zająć, przez co spędzili ze sobą trochę czasu. Potem, kiedy uznała, że wszystko już załatwione wróciła do swoich normalnych zajęć.
Spotkała się z nim ponownie dopiero kilka lat później, kiedy dowiedziała się o projekcie o nazwie Yellowjacket, którym wtedy zajmował się Darren. Wpadła na jego prezentację stroju bez zaproszenia, ale nikt, łącznie z samym Crossem, nie miał zamiaru jej stamtąd wypraszać.
A potem… potem wszystko potoczyło się jakoś szybko. Trochę się pokłócili o to, że Bonnie nagle zniknęła te parę lat temu i że znów skończy się to tak samo. Że znów mu pomoże a potem zniknie, tak jak ostatnim razem.
Kiedy Darren już się wykrzyczał zapanowała chwila ciszy podczas której tylko patrzyli sobie w oczy.
I się pocałowali.
Następne dni i tygodnie spędzali razem, a Stark próbowała go namówić, by nie sprzedawał stroju Yellowjacketa ani Cząsteczek Pyma Hydrze. Na marne.
Cross sprzedał im Cząsteczki, a potem wskutek walki ze Scottem…
Bonnie opuściła wzrok na wspomnienie tego.
Potem zginął. Stark wciąż pamiętała doskonale jak klęczała nad jego ciałem i płakała szepcząc coś. I jak czuła, że już nic nie może zrobić.
Jej zamyślenie przerwał dźwięk kroków. Nie odwracała wzroku od worka bokserskiego. Zrobiła to dopiero, kiedy usłyszała głos Tony’ego.
- Bonnie.
No jasne, a czego się spodziewała? Tony był jedyną osobą, która mogła ją tam odwiedzać.
- Fury powiedział wam o mnie i Darrenie, co? – spytała.
Pokiwał głową.
Zaśmiała się cicho.
- I wszyscy mnie za to nienawidzą? – zabrzmiało to raczej jak stwierdzenie niż jak pytanie.
- Ja nie. – odparł spokojnie.
Podeszła do krat i złapała jego dłoń.
- Chciałbym cię stąd wyciągnąć, ale nie mogę. – odparł ze smutkiem ściskając jej rękę. – Próbowałem rozmawiać z Fury’m, a potem z pozostałymi, ale nikt nie był chętny na szturmowanie więzienia SHIELD, żeby uwolnić osobę, która rzekomo przyczyniła się do stworzenia nowej broni Hydry.
- Wcale się nie…
- Mi tego nie musisz mówić, wiem to. – pokiwał głową. – Właściwie… ktoś był chętny na szturmowanie więzienia, ale w dwie osoby niestety nie wyszło by to za dobrze.
- Naprawdę? – uniosła brwi. – Kto?
- Scott Lang. – odparł Tony wzruszając ramionami. – Chyba tylko on i ja wierzymy w twoją niewinność.
Kiwnęła głową.
- Dzięki, Tony. - mruknęła. – I… wiesz, przepraszam. Że ci o tym nie mówiłam. Bałam się, że się wkurzysz. W końcu Darren…
Machnął ręką.
- Nie ma sprawy. – uśmiechnął się pocieszająco chcąc dodać jej otuchy. – Słuchaj, Bonnie… Ja i Lang będziemy robić co w naszej mocy żeby cię stąd jakoś wyciągnąć, obiecuję ci. Nie mają prawa cię tu więzić.
Stark pokręciła głową.
- Nie róbcie nic, bo jeszcze wy wpadniecie w kłopoty. – poprosiła.
Usłyszeli kroki agentów po drugiej stronie korytarza.
- Fury pana wzywa, panie Stark. – oznajmił jeden z agentów.
Tony spojrzał na nią przepraszającym wzrokiem.
- Idź. – powiedziała Bonnie. – Uważaj na siebie.
- Ty też. – odparł i ruszył korytarzem.
Kilka minut później jakiś agent przyniósł jej obiad, a resztę dnia spędziła znudzona uderzając raz po raz w worek bokserski i pogrążając się w myślach.
Była już właściwie noc, kiedy usłyszała, jak drzwi na korytarz się otwierają.
Zdziwiła się. Kto o tej porze ją odwiedza?
Odsunęła wzrok od worka i zamarła widząc znajomą twarz.
- Co ty tu… - zaczęła podchodząc do krat.
- Mówiłem, że się odezwę. – odparł znajomy jej mężczyzna i uśmiechnął się tym aż za bardzo znajomym jej uśmiechem.
 

 
Kolejne dni w bazie SHIELD płynęły powoli. Nic szczególnego się nie działo, włamywacz już więcej się nie pojawił, nikt nie robił i nie mówił nic podejrzanego.
Po tych kilku dniach jednak, kiedy siedzieli znudzeni w jednym z pokojów w bazie wparował tam nagle Fury trzymając w ręce pendrive’a.
Wszyscy spojrzeli na niego pytająco, ale ten nie spieszył z wyjaśnieniami. Po prostu uruchomił jakieś nagranie na ekranie, a oczy wszystkich siedzących tam osób skierowały się w tamtą stronę.
Nagranie przedstawiało grupę agentów SHIELD na jakiejś misji w terenie. Przez jakiś czas szli i nic się nie działo, jedynymi dźwiękami przerywającymi ciszę były ich ściszone głosy. Nikt jednak nie oderwał wzroku od ekranu przekonany, że za moment stanie się coś istotnego.
I mieli rację. Po dłuższej chwili agenci zaczęli jeden po drugim upadać jakby powalała ich jakaś niewidzialna siła.
Kilka sekund później zobaczyli źródło tych ataków – nagle na środku pustego pola jakby pojawił się jakiś mężczyzna w dziwnym stroju z logiem Hydry.
- Misja zakończona. – mruknął i odwrócił się do kamery. Później strzelił w nią i nagranie się skończyło.
Kiedy Bonnie upewniła się, że nic więcej się nie wydarzy szybko skierowała swoje spojrzenie na Scotta. Lang zrobił to samo.
Było to jednoznaczne z tym, że im obu przyszła do głowy ta sama myśl.
Oboje najchętniej by wstali i wybiegli z pokoju żeby omówić to na osobności, ale wiedzieli, że będzie to wyglądać podejrzanie, więc nie ruszyli się z miejsc wymieniając tylko przerażone spojrzenia.
- A więc Hydra jednak się trzyma. – podsumował Clint przerywając milczenie.
- Widocznie konstruowali jakąś nową broń. – uznała Natasha wskazując głową na wyświetlającego się na ekranie agenta w dziwnym stroju.
- To jak, nasze działania w celu poszukiwania Hydry skończone? – zapytał Tony. – Mamy wolne?
- Oczywiście, że nie, Stark! – wykrzyknął Fury widocznie zdenerwowany. – Teraz macie dowiedzieć się, skąd wzięli taką broń i ich załatwić.
Wszyscy kłócili się jeszcze przez dłuższy moment. Jedynymi osobami, które nie uczestniczyły w dyskusji byli Bonnie i Scott, którzy nie przestali patrzeć na siebie zaniepokojeni.
Kiedy Fury oznajmił, że mogą iść, oboje prawie wybiegli z sali kierując swoje kroki do pustego pokoju.
- Cząsteczki Pyma! – wydyszał Scott kiedy Bonnie zatrzasnęła drzwi. – Myślałem, że Cross... że wszystko, co im sprzedał zostało zniszczone kiedy uciekali!
Stark przez chwilę nie odpowiedziała. Musiała poukładać sobie to wszystko w głowie.
- A może jakoś zdobyli strój? – rozmyślał na głos Lang.
- Nie ma szans. – odparła szybko Bonnie.
Spojrzał na nią lekko zdziwiony.
- Skąd ta pewność?
Westchnęła zastanawiając się, czy powinna mu powiedzieć. W końcu uznała, że lepiej będzie, jeśli się dowie.
- Bo ja go mam.
Scott przez chwilę wyglądał tak, jakby właśnie dowiedział się, że Darren Cross jednak żyje i miewa się całkiem dobrze.
Szybko otrząsnął się z szoku i wykrzyknął:
- Co?!
Bonnie uciszyła go ruchem ręki.
- Nikomu o tym nie mów. – wbiła w niego wzrok. – Jeśli się dowiedzą… to tyle będzie z tego stroju. Wpadnie w ręce SHIELD albo Bóg wie kogo. Nie tego chciałby Darren.
- Ale… ale skąd go masz?
- Darren… zanim zginął… chyba podejrzewał, jak to się dla niego skończy. I poprosił mnie, żebym wzięła strój. I żebym dbała, by nie wpadł w niewłaściwe ręce. I poza tym, chciał mi zapewnić bezpieczeństwo. A to jedna z najlepszych broni, jakie zostały stworzone, więc… więc mi to dał.
Zapadło milczenie kiedy oboje pogrążyli się w myślach.
A więc Hydra zdobyła jakoś cząsteczki Pyma. Owszem, Bonnie wiedziała, że Darren im to sprzedał mimo jej namów, żeby tego nie robił, ale sądziła, że stracili wszystko podczas szybkiej ewakuacji i walki. Jeśli jednak nie… co prawda nie dostali zbyt dużo cząsteczek, ale tyle wystarczyło, by ich naukowcy sprawdzili z czego się one składają i samodzielnie stworzyli kolejne. Teraz Hydra naprawdę stała się niewykrywalna. Mogli się włamać do bazy SHIELD i nikt ich nie zauważy.
Mogli kogoś zabić i nikt ich nie zauważy.
A to wszystko przez Darrena Crossa.
Bonnie uderzyła dłonią w stół, przez co Scott podskoczył.
- Przepraszam. – mruknęła.
- To co robimy? – spytał Lang. – Myślisz, że powinniśmy powiedzieć o tym Fury’emu? Że wiemy co to jest?
Stark zastanowiła się. Jeśli mu o tym powiedzą, był jakiś cień szansy, że to co łączyło ją z Darrenem wyjdzie na jaw. Ale jeśli mu nie powiedzą… aż strach pomyśleć, jak wiele Hydra może zrobić kiedy oni będą zastanawiać się, skąd mają taką broń.
Pokiwała głową. Ruszyli do gabinetu Fury’ego.

- Wejść. – mruknął Nick, więc otworzyli drzwi i weszli do środka.
Fury zmierzył ich wzrokiem.
- Co jest?
Lang spojrzał na Bonnie widocznie chcąc, żeby to ona powiedziała co wiedzą.
- Wiemy skąd Hydra ma tą broń. – oznajmiła.
Nick uniósł wzrok.
- Zamieniam się w słuch. – odparł widocznie zainteresowany.
- Znasz Hanka Pyma, prawda? – spytała, a po tym, jak kiwnął głową zaczęła mówić dalej. – Stworzył coś, co nazwał Cząsteczkami Pyma. Dzięki temu osoba, która ich używa ma możliwość zmieniania swojego rozmiaru. Jak Ant Man. – wskazała głową na Scotta. – Pym miał firmę, w której pracował Darren Cross. Pewnie go znasz. – po ponownym kiwnięciu głową kontynuowała. – Darren odkrył Cząsteczki Pyma i przed… - przełknęła ślinę i na moment spuściła wzrok. – Przed swoją śmiercią… - starała się brzmieć pewnie, ale czuła, jak głos trochę jej się łamie. Odchrząknęła i wzięła się w garść. – Chciał je sprzedać Hydrze. Myśleliśmy, że wszystkie zostały zniszczone w czasie walki, ale okazuje się, że jednak nie. – zakończyła oczekując reakcji Fury’ego.
Ten wyglądał, jakby miał zaraz wybuchnąć.
- I nic nie powiedzieliście?! – wykrzyknął wstając. – Gdyby nie to, już dawno złapalibyśmy Hydrę i nie byłoby żadnego cholernego stroju za pomocą którego mogą się zmniejszać! Potraficie sobie wyobrazić, co jeszcze stworzyli za pomocą cząsteczek albo co mają zamiar stworzyć?!
- Nie wiedzieliśmy… - zaczął Scott, ale Nick mu przerwał.
- Już od początku wiedziałem, że nie przydasz się w tej drużynie, Lang! Same problemy!
- To nie jego wina. – tym razem to Bonnie mu przerwała. Zamilkł. – Jedyną osobą, która ponosi teraz winę za to, że Hydra zdobyła Cząsteczki Pyma jestem ja.
Zapadła cisza. Scott kręcił głową, ale Stark nie zwracała na niego uwagi. Fury patrzył na nią ponaglającym spojrzeniem.
- Miałam… - zaczęła wahając się. Nie. Było już za późno na odwrót. – Miałam romans z Darrenem Crossem.
Tym razem to Fury sprawiał wrażenie, jakby zaraz miał się przewrócić.
- Mogłam go powstrzymać przed sprzedaniem cząsteczek Hydrze, ale… ale nie dałam rady. To moja wina. – ciągnęła wciąż patrząc na niego. Westchnęła. – Możesz mnie aresztować.
Nick jeszcze przez chwilę milczał, a po chwili na jego twarzy znów zagościł gniew.
- Współpracowałaś z cholernym Darrenem Crossem? I jeszcze miałaś z nim romans? – wycedził przez zaciśnięte zęby.
Mimo wszystko wyglądał, jakby miał nadzieję, że Bonnie uśmiechnie się i powie, że to tylko żart. Ten jeden raz miał nadzieję, że Stark sobie z niego żartuje.
Tak się jednak nie było.
- No cóż, Stark… - powiedział cicho nie zwracając uwagi na Scotta, który wciąż kręcił głową patrząc to na niego to na Bonnie. – Będę zmuszony cię aresztować.
- Nie! – wykrzyknął nagle Lang. – Nie możesz tego zrobić! To nie była jej wina! To…
Stark spojrzała na niego z wdzięcznością, ale pokręciła głową.
- Daj spokój, Scott. – mruknęła cicho.
Otworzył usta, żeby powiedzieć coś jeszcze, ale nie wydobył z siebie słowa. Po prostu nie przestawał kręcić głową i wpatrywał się w Fury’ego błagalnym wzrokiem.
Ten jednak i tym razem go zignorował. Wskazał Bonnie drzwi i po chwili prowadził ją korytarzem prosto do części więziennej.
- Przykro mi, Stark. – mruknął tylko i zamknął za nią drzwi kiedy wkroczyła do jednej z większych cel.
 

 
Kiedy Bonnie się obudziła, gwałtownie zerwała się z łóżka.
Przetarła skroń.
Znów ten sam sen. Ten, od którego udało jej się uciec. Znowu powrócił.
Wstała, ruszyła do kuchni, nalała sobie szklankę wody.
To przez Scotta. Nie powinna była w ogóle z nim gadać, a już na pewno nie o Darrenie. Gdyby nie budziła niepotrzebnie tych wspomnień, sen by nie powrócił.
Zrobiła łyk wody i zerknęła na telefon. Nie dostała nowej wiadomości.
Z ciekawości jednak postanowiła podjąć konwersację z nieznajomym.
„Kim jesteś?” – napisała na numer, który przesłał jej poprzednią wiadomość.
Na odpowiedź nie musiała czekać długo, pojawiła się już po kilkunastu sekundach.
„Dowiesz się w swoim czasie.”
Zdenerwowała się.
„Nie lubię zagadek.”
Tym razem jej rozmówca odpisał jeszcze szybciej.
„Wiem.”
Stark pokręciła ze zrezygnowaniem głową. Czemu się w to bawiła? To pewnie jakiś głupi żart albo próba przestraszenia jej. Takie rzeczy już się zdarzały. Nie raz i nie dwa.
Już miała odpisywać, że nie zamierza dalej się w to bawić, kiedy nadeszła kolejna wiadomość, tym razem dłuższa.
„Komuś bardzo zależy na tym, żebyś miała kłopoty. I zaczął grzebać w twojej przeszłości, żeby znaleźć coś, co te kłopoty może spowodować. Dlatego trzymaj się z dala od SHIELD. Uważaj na Langa, on wie co było między tobą i Crossem i ktoś może to wykorzystać.”
Bonnie zmroziło.
Czym innym było zwykłe pogrywanie z nią, a czym innym wiedza na temat rzeczy, o których nie wiedział przeciętny obserwator. Jeśli nieznajomy wiedział, że działa ona teraz z SHIELD i że Lang wie o Darrenie… no, ogólnie wiedział o Darrenie. Coś było na rzeczy.
„Kim jesteś?” – powtórzyła pytanie Stark, ale znów nie uzyskała na nie odpowiedzi.
„Jeszcze się odezwę.”
Rozmowa wyglądała na zakończoną. Bonnie westchnęła i odłożyła telefon.
Zasnęła po kilkunastu minutach.


Rano w bazie SHIELD panowało zamieszanie.
Bonnie zjawiła się tam trochę spóźniona, więc rzecz jasna nie bardzo wiedziała o co chodzi.
- Co jest? – spytała Tony’ego, na którego akurat wpadła.
- Ktoś włamał się w nocy do bazy . – Tony wzruszył ramionami.
- Zabrał coś?
- No właśnie nie. Wygląda na to, że czegoś szukał. Albo coś tu sprawdzał.
Stark uniosła brwi.
- I nikt go nie zobaczył? Myślałam, że to jedno z najbardziej chronionych miejsc na świecie.
Mężczyzna ponownie wzruszył ramionami.
- W ogóle zaczyna mi się to nie podobać. – mruknął Tony. – Jakoś… no nie wiem. To mi wygląda na jakąś intrygę. To niby zniknięcie Hydry, potem włamywanie się do nich bazy, teraz włamanie tutaj… To wszystko jest grubymi nićmi szyte, od razu to widać.
Bonnie kiwnęła głową całkowicie się z nim zgadzając.
Przez moment chciała wspomnieć o tajemniczych wiadomościach, które dostała, ale zrezygnowała z tego pomysłu. Musi sobie z tym poradzić sama. Poza tym, jeśli Tony wyrazi chęć przeczytania tych wiadomości, przeczyta również to o Darrenie i zacznie wypytywać o co dokładnie chodziło.
A jak miałaby mu wytłumaczyć co było między nią a Crossem i to jeszcze praktycznie dokładnie w tym czasie, kiedy jego firma najbardziej konkurowała z firmą Tony’ego? Wiedziała, że jej brat nie byłby zachwycony dowiadując się o tym wszystkim.
Dlatego najlepiej byłoby, gdyby nie wiedział o tym nikt.
Jednak, byli ludzie, którzy wiedzieli. Scott wiedział, to chyba on był jej największym problemem. Teraz był praktycznie w centrum wydarzeń i kto wie, czy któregoś dnia nie uzna za stosowne by powiedzieć co na ten temat wie. Wiedziało jeszcze parę osób, które akurat w tym czasie kręciły się gdzieś w pobliżu Darrena i Bonnie. Nie były to jednak osoby takie jak Lang – nie było ich tam, w bazie SHIELD i w ogóle raczej średnio się interesowały tym co się dzieje.
Lang jednak był inny. I wtedy Bonnie zaświtała w głowie myśl, że naprawdę powinna z nim pogadać. Kiedy myślała o tym, jakie konsekwencje czekałyby ją po tym, jak ktoś by się dowiedział…
- Zobaczymy się później, Tony. Muszę coś załatwić. – mruknęła do brata i ruszyła korytarzem w poszukiwaniu Scotta.
Znalazła go kilka minut później, widocznie zainteresowanego drzwiami otwieranymi za pomocą odcisku palca.
- O, cześć. – powitał ją i znów odwrócił wzrok w stronę panelu na odcisk palca. – To bardzo ciekawe. Mają to tu wszędzie. SHIELD ma aż tyle do ukrycia?
- A żebyś wiedział.
Pokiwał głową w zamyśleniu i znów zaczął uważnie oglądać panel mrucząc coś pod nosem.
Bonnie wydało się to na swój sposób urocze. Lang ogólnie wzbudzał jej sympatię, zresztą, miała wrażenie, że mało było osób, których sympatii Lang nie wzbudzał i gdyby nie te wszystkie sprawy związane z Darrenem może byłaby w stanie się z nim zaprzyjaźnić.
- Lang, musimy pogadać. – odezwała się po chwili przypominając sobie po co tu jest.
- W porządku. – odparł Scott rzucając jeszcze jedno spojrzenie na drzwi i ruszyli w stronę jednej z pustych sal.
Bonnie przez moment zastanawiała się od czego zacząć i jak prosić go o to, żeby trzymał język za zębami. W końcu nie musiał tego robić. Wręcz przeciwnie – wskazane było, że poinformował kogoś o tym co wie.
- Ja… hm… - zaczęła cicho. – Chciałam… Chciałam cię poprosić, żebyś nie wspominał nikomu o tym, co łączyło mnie z Darrenem. – powiedziała siląc się na całkiem uprzejmy ton.
Scott spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem.
- Czemu miałbym komuś o tym mówić? To ma jakieś znaczenie?
- Nie… to znaczy… - wzruszyła ramionami. – Już sama nie wiem. Pewnie ma. SHIELD chciało go aresztować, a skoro nie żyje to pewnie szukają innych winnych i…
- Nie wydam cię. – oznajmił Lang uśmiechając się. – Jesteś Bonnie Stark. Nie mógłbym.
Zaśmiała się cicho.
Zapadła cisza, przerywana tylko dochodzącymi zza drzwi głosami agentów i jakimiś trzaskami.
- Bonnie… jeszcze raz przepraszam, że to tak wyszło. Nie chciałem go zabić.
Pokiwała głową.
-W porządku, Scott. – spojrzała na niego.
- I… po prostu przykro mi, że to się stało. – zakończył opuszczając wzrok.
Bonnie chciała coś powiedzieć, zapewnić go, że to bez znaczenia.
Ale to byłoby kłamstwo.
Bo to, że Scott Lang praktycznie zabił mężczyznę, którego kochała miało znaczenie.
 

 
Następnego dnia Bonnie zjawiła się w bazie SHIELD wcześniej. Tak jak się spodziewała, kręciło się tam tylko kilku agentów, którzy w dodatku w ogóle nie zwracali na nią uwagi.
Weszła do jednej z sal, w której znajdował się jeden z porządniejszych komputerów w bazie. Podłączyła tam telefon i przez kilkanaście minut próbowała w jakikolwiek sposób odblokować numer, z którego nadeszła wczorajsza wiadomość. Niestety, nie było takiej możliwości.
Już miała wychodzić, kiedy usłyszała, że drzwi się otwierają.
- Cholera. – mruknęła tylko cicho i odwróciła się gotowa by w razie czego jakoś się wytłumaczyć.
Na jej szczęście, w drzwiach stał tylko Scott Lang.
- Hm… cześć? – zaczął niepewnie.
Już miała spytać co on tam robi, ale stwierdziła, że wtedy i on mógłby jej zadać to pytanie. Co prawda nie musiałaby przecież tłumaczyć się przed Langiem, ale na wszelki wypadek wolała nie wzbudzać podejrzeń.
- Bonnie… - zaczął zanim ona zdążyłaby o coś zapytać. – Słuchaj, to… co się stało… kilka miesięcy temu… z Darrenem…
Zastygła. Jasne, kiedy zobaczyła Scotta poprzedniego dnia w bazie pierwszą twarzą jaka stanęła jak przed oczami była twarz umierającego Darrena Crossa, ale wyparła to wspomnienie tak szybko, jak się pojawiło.
- To nieważne. – odparła tylko i wyminęła go, by wyjść z sali.
- Ważne, Bonnie. Właściwie… właściwie go zabiłem.
Na chwilę się zatrzymała i spojrzała gdzieś w ścianę. Nie odezwała się.
- I przepraszam. – Lang spojrzał na nią.
- Nie mnie powinieneś przepraszać. – odpowiedziała po kolejnej chwili milczenia.
- Więc kogo?
- Zostaw ten temat w spokoju. – zakończyła. – Nigdy więcej o nim nie wspominaj.
Później szybko opuściła pomieszczenie.
Scott krzyknął do niej coś jeszcze, ale odpowiedział mu tylko trzask zamykanych drzwi.
Bonnie zastanawiała się, czy nie powinna się wrócić i powiedzieć, że serio ma o tym nie wspominać, nikomu. Jedną sprawą było to, że Stark nie chciała niepotrzebnie przywoływać wspomnień o Darrenie, a drugą to, że nikt z Avengers czy SHIELD nie powinien dowiedzieć się, co ją z nim łączyło. Miała na głowie wystarczająco wiele kłopotów, a pewnie zostałaby wtedy uznana za współwinną jego czynów i sprawa by się wznowiła z nią w roli oskarżonego. I to ona musiałaby odpowiadać za to wszystko.
Poza tym nie wiedziała, czy zniosła by kolejną poważną rozmowę z Tony’m, który po raz kolejny okrzyczałby ją za to, jak wybiera znajomych.
Zdecydowała jednak, że nie ma ochoty na dalszą konwersację z Langiem i że powie mu o tym przy okazji.
Spojrzała na zegarek. Za pięć minut miała zjawić się na spotkaniu z pozostałymi, więc bez zbędnej zwłoki odnalazła właściwą salę.
Reszta już tam była.
- Wszyscy są? – mruknął Fury i nie czekając na odpowiedź zamknął drzwi. – Dowiedzieliście się czegoś nowego?
- Nie bardzo. – odparła Bonnie. Początkowo miała zamiar wspomnieć o tajemniczym smsie, ale szybko z tego zrezygnowała.
- Ja tak. – Tony wstał. – Udało mi się przechwycić obraz z kamery obok byłej głównej bazy Hydry, tej, która od kilku lat jest opuszczona.
Wyświetlił wspomniany obraz na ekranie.
- Z pomocą Jarvisa przejrzałem nagrania sprzed ostatnich kilku dni. Początkowo nic się nie działo, żadnych zmian, ogólnie nic podejrzanego. – przewinął szybko nagranie, na którym istotnie jedynymi rzeczami, które się zmieniały były pogoda, oświetlenie i pora dnia. – Ale na nagraniu sprzed dwóch dni… - zatrzymał obraz, na którym teraz była dokładnie widoczna jakaś postać. Miała ubrany kaptur, więc nie widzieli jej twarzy ani nawet włosów. Sylwetka wyglądała na męską, ale w tym wypadku też nie mogli być pewni.
Tony puścił nagranie. Postać przez jakiś czas kręciła się koło bazy, aż w końcu zaczęła podchodzić bliżej kamery. Głowę jednak trzymała spuszczoną, więc i tym razem nie było mowy o zobaczeniu chociaż części twarzy.
Stark zatrzymał na moment nagranie.
- No i? – odezwała się Natasha. – Przecież często ktoś tam się kręci.
- Może to po prostu jakiś gość szukający czegoś, co można stamtąd ukraść. – poparł ją Clint.
- Poczekajcie. – przerwał im Stark i ponownie odpalił nagranie.
Kiedy postać zniknęła z pola widzenia kamery, obraz po kilku sekundach zniknął.
- I na tym się kończy. – oznajmił Tony. – Musiał wyłączyć kamerę.
- To wciąż może być zwykły złodziej, który po prostu nie chce zostać wykryty. – wzruszył ramionami Steve.
- Może. Ale nie musi. – zaprzeczył Stark. – Po pierwsze, ta baza, opuszczona czy nie, wciąż jest tajna, a pierwszy lepszy przechodzień się tam nie dostanie. Trzeba jej szukać naprawdę uważnie.
- Albo wiedzieć gdzie jest. – odezwała się w końcu Bonnie. – Poza tym, jeśli dobrze kojarzę, ta kamera również jest ukryta. Dużo bardziej niż sama baza. Nie ma szans, żeby ją zauważyć, szczególnie w ogóle nie patrząc w jej stronę. Nie dość, że wiedział gdzie jest baza, to wiedział, gdzie jest kamera.
- A to oznacza, że nie przyszedł tam po nic. – dokończył Tony. – Czegoś szukał.
- Nawet jeśli było tak jak mówicie… - zgodził się w końcu z nimi Fury. – To czego miałby tam szukać? SHIELD już dawno sprawdziło całą tą bazę. Wzięliśmy co tam zostało, a tego i tak nie było za wiele. Hydra zabrała większość swoich rzeczy kiedy się stamtąd wynieśli.
- Tego nie wiemy. Ale to wciąż trop. Dobry trop, bo jak na razie jedyny. – podsumowała Bonnie.
Zapadła cisza.
- No dobra. – przerwał milczenie Fury. – Bonnie ma rację, to jedyne, co na razie mamy. Powinniśmy sprawdzić to dokładniej. Ale to nie zmienia faktu, że powinniśmy też szukać dalszych poszlak. Widzimy się jutro o tej samej porze. Zajmijcie się czymś pożytecznym.
Stark wyszła z sali i do końca dnia siedziała w sali z komputerami próbując dowiedzieć się czegokolwiek z nagrania. Przybliżanie na tajemniczą postać oczywiście nic nie dało, jej twarz wciąż pozostała niewidoczna.
Po całym dniu Bonnie zrezygnowała z dalszych prób dowiedzenia się czegoś i pojechała do domu.
  • awatar Potterwarta: Łoooo ja cię kręcę *-* Ale zajebiste :D Ciekawe, kto się tam kręcił •.•
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dzisiaj urodziny obchodzi Frank Grillo, czyli mój kochany Brock Rumlow/Crossbones! ♥
Wszystkiego najlepszego!
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Jako, że nie mam weny na tamto opowiadanie, rozpoczynam nowe, bezpośrednio połączone z moim poprzednim skończonym opowiadaniem (wiecie o co chodzi XD).
Także oto i pierwszy rozdział. Miłego czytania, mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie XD

-------
- Organizujecie supertajne spotkania beze mnie?
Bonnie Stark wkroczyła do jednej z sal w bazie SHIELD i skrzyżowała ręce.
Wszyscy praktycznie momentalnie wstali. Jedyną osobą, która podniosła się z krzesła dopiero po kilku sekundach był Scott Lang, który w sumie nie bardzo wiedział, czemu wszyscy wstali.
- Gdzie ty byłaś? – spytał Nick Fury wbijając wzrok w Bonnie.
- Tu i tam. – wzruszyła ramionami. – Jak tak bardzo mnie potrzebowaliście, trzeba było zadzwonić.
Wszyscy wymienili spojrzenia.
Właściwie, było im nawet na rękę, że Bonnie zniknęła i do tego czasu nie mieszała się w ich akcję. Ale teraz jedno było pewne – już nie było co liczyć na jej nie mieszanie się w akcję.
- I widzę, że teraz mnie potrzebujecie, prawda? – przerwała milczenie Stark.
Fury westchnął i obejrzał się po sali jakby szukając odpowiedzi. Nikt jednak się nie odezwał.
- Sprawa wygląda tak… - zaczął wciąż błądząc wzrokiem po pomieszczeniu.
- Sprawa wygląda tak, że Hydra gdzieś zwiała. Nie ma ich. – odezwała się Natasha Romanoff.
- Prawdopodobnie po akcji z Serpent. – dopowiedział Steve Rogers.
- Ale obawiamy się, że to coś większego i że znowu urządzają jakieś gierki. – dokończył Clint Barton, a Tony Stark tylko kiwnął głową na potwierdzenie ich słów.
- Zebrałem więc tą drużynę, żeby sprawdzili co i jak. – Fury wskazał ręką na zgromadzone tam osoby.
- I nie zaprosiliście mnie? – Bonnie uniosła brwi i uśmiechnęła się.
- Nie wiedzieliśmy, gdzie byłaś.
- Istnieje coś takiego jak telefon, Fury. – odparła i zajęła jedno z wolnych miejsc.
Popatrzyła po wszystkich zgromadzonych. Potrafiła zrozumieć, że Nick wziął do swojej drużyny Tony’ego, Steve’a, Natashę i Clinta – ale co tam robił Scott Lang? Nie był on przecież w żaden sposób powiązany z SHIELD, co prawda należał do Avengers, ale przecież Fury raczej nie rozpoczynał współpracy z zupełnie niezaufanymi osobami.
A nie, wróć. Kilka miesięcy temu zaczął współpracę z Hydrą.
Dobra, Lang nie jest najgorszą opcją.
- Pomyśleliśmy… - zaczął Fury wyrywając ją z zamyślenia.
- Ty pomyślałeś. – mruknęła Natasha.
- Pomyślałem, żeby poprosić o pomoc Helmuta Zemo.
Stark przewróciła oczami.
- Fury. Wiesz, jak ostatnim razem skończyło się proszenie o pomoc Hydry.
- Zemo pomógł nam z nimi walczyć…
- Właściwie, to on uratował miliony ludzi. – dopowiedział niechętnie Clint.
Bonnie załamała ręce i pokręciła głową.
- Ale to wciąż Helmut Zemo! Nieważne, co zrobił, jedno jest pewne. Na pewno nie robił tego dlatego, że jest dobrym człowiekiem.
- Poza tym, nie wiemy nawet gdzie jest. Pewnie zniknął, razem z Hydrą. – podsumował Tony.
Po krótkiej dyskusji Nick ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu.
- No więc jesteście zdani na siebie. – rzekł.
- Czyli co mamy robić? Tak konkretniej? – odezwał się w końcu Scott, który do tej pory był zbyt zakłopotany, by powiedzieć cokolwiek.
- Znaleźć Hydrę. – odpowiedział Fury i opuścił salę.
Na chwilę zapadło milczenie.
- Świetnie. – mruknęła Bonnie. – Będziemy się bawić z nimi w kotka i myszkę.
- A jeśli to nie jest kwestia jakiegoś podstępu? – podsunęła Natasha. – Wiecie, może oni zniknęli, bo… sama nie wiem. Może to coś innego, większego, nowy wróg, coś. Hm?
Clint wzruszył ramionami.
- Sam nie wiem, Nat. Przecież wszyscy dobrze znamy Hydrę. Takie rzeczy to w ich stylu.
- A jeśli to nie żaden podstęp ani nic większego? Może po prostu są w rozsypce po ostatniej klęsce? – podsunął Tony. – To też nie jest wykluczone.
Wszyscy na chwilę pogrążyli się w myślach. Ciszę przerwała Bonnie.
- Już późno. Wracam do domu. – wstała. – Do jutra.

***

W domu Bonnie zerknęła na telefon. Była tam jedna nieodebrana wiadomość.
Numer był zastrzeżony. Próbowała coś poklikać, by przebić się przez zabezpieczenia, ale bezskutecznie. Postanowiła, że zajmie się tym rano, teraz nie miała na to siły.
Otworzyła wiadomość.
„Nikomu nie możesz ufać. SHIELD, Avengers – nikomu. Źle zrobiłaś wstępując do tej drużyny, ale już za późno na wycofanie się. Uważaj na siebie. Jeszcze się odezwę.”
I tyle. Żadnego podpisu, znaku, kto przysłał wiadomość. Stark jeszcze raz spróbowała jakoś odblokować zastrzeżony numer, ale i tym razem jej się to nie udało.
Westchnęła. Więc to albo był jakiś głupi żart, albo kolejny raz niepotrzebnie wciągnęła się w jakąś intrygę. Pokręciła głową i odłożyła telefon.
Cóż, zdaje się, że kolejny raz czeka ją kilka ciężkich tygodni.
  • awatar Potterwarta: Owe opowiadanie, a więc nowa tajemnica :3 Uwielbiam te klimaty :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Bonnie obudził dzwonek telefonu. Pierwsze co zrobiła to rzuciła okiem na drugą stronę łóżka.
Vladimira nie było. Widocznie wyszedł do pracy.
Lekko zaspana podniosła się z łóżka i sięgnęła po telefon.
Spojrzała na ekran.
Tony.
Westchnęła cicho, ale odebrała.
- Oszalałaś do reszty? – powitał ją brat.
- Już dawno temu.
- Rosyjska mafia? Myślałem, że masz chociaż odrobinę rozsądku…
- Odezwał się.
- Nie o to tu chodzi! Czy ty w ogóle rozumiesz co robisz? Współpracujesz z cholernym Vladimirem Ranskahovem!
Na dźwięk jego imienia Bonnie mimowolnie się uśmiechnęła.
- Bonnie.
- Jestem.
- Wolałbym, żebyś zaprzeczyła i powiedziała, że jesteś obecnie gdzieś daleko od Hell’s Kitchen.
- No cóż, nie jestem.
Usłyszała zrezygnowane westchnienie.
- Martwię się o ciebie.
- Mam się dobrze, Tony. – odparła. To akurat było prawdą. Pomijając to, że na razie jakoś nie zbliżała się do wypełnienia swojego planu i że ostatnio ogółem miała dość sporo problemów, to chwilowo miewała się wręcz doskonale.
- Nie powinnaś się w to mieszać. Hell’s Kitchen… tam wszystko wygląda zupełnie inaczej niż w pozostałej części Nowego Yorku.
- Zdążyłam zauważyć.
Tony przez chwilę milczał. Nie wiedział, co ma dalej powiedzieć.
Wiedział, że jej nie przekona. Wiedział, że czegokolwiek by jej nie powiedział, ona i tak zrobi to, czego sama chce.
- Po prostu… nie rób nic głupiego, Bonnie. – powiedział w końcu zrezygnowany.
Potem się rozłączył.
Stark odłożyła telefon. Cieszyła się, że nie była zmuszona tłumaczyć wszystkiego Tony’emu ani się z nim kłócić.
Zresztą, teraz chyba nic nie było w stanie zepsuć jej humoru.
Nie mogła uwierzyć, że Vlad ją pocałował. Owszem, widziała, jaka jest między nimi atmosfera od czasu jej powrotu do Hell’s Kitchen, ale po prostu nigdy nie spodziewała się, że Ranskahov zdobędzie się na coś takiego.
Znów lekko się uśmiechnęła.

Vladimir wrócił do domu kilka godzin później.
- Współpracownicy Fiska mają się spotkać dzisiaj w nocy na jednym z starych, podziemnych parkingów. – oznajmił.
- Fisk też tam będzie? – spytała Stark.
- Nie sądzę, podobno mają być sami.
- Jak rozumiem my też wpadniemy na spotkanie?
Pokiwał głową.
Wieczorem ruszyli do miejsca, które wskazali ludzie Vladimira.

Gdy tam przybyli, nikogo jeszcze nie było. Chwilę czekali, nie trwało to jednak długo.
Bonnie uniosła pistolet słysząc czyjeś kroki. Vladimir zrobił to samo.
Nagle naprzeciwko nich stanął mężczyzna w okularach i garniturze.
- James? – wyszeptała Stark z niedowierzeniem.
- O cholera, Bonnie. Co ty tu robisz? – spytał patrząc na nią z takim samym zdziwieniem.
- Pracujesz dla Fiska?
- Chwila, wy się znacie? – wtrącił Vladimir patrząc to na Wesleya to na nią.
Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć na któreś z zadanych pytań gdzieś w głębi parkingu rozległ się głos:
- Co tu się dzieje, James?
- Leland?
Po chwili koło nich rzeczywiście stał Leland Owlsley.
- Więc wy… wszyscy się znacie? – spytał po chwili niezręcznego milczenia Ranskahov.
Bonnie kiwnęła głową i skrzyżowała ręce.
- To dość… dziwne spotkanie. – stwierdził Leland. – Co robisz w Hell’s Kitchen, Bonnie?
Stark posłała spojrzenie Vladowi.
Nie mogła ich przecież powiedzieć, że chce zabić Fiska, skoro dla niego pracowali, a na to wyglądało.
Chwilę rozmawiali, ale ich rozmowa polegała raczej na tym, że ktoś czasem spytał o coś zupełnie nieważnego, ktoś odpowiadał, a potem zapadała długa i niezręczna cisza.
Najmniej odzywała się Bonnie. No bo co miała powiedzieć? Nie miała pojęcia, że kiedykolwiek jeszcze spotka Jamesa i Lelanda. I jeszcze w takich okolicznościach. Zresztą, czemu się dziwiła? Byli tylko znajomymi, nie wiedziała o nich zbyt wiele.
Po tej niezręcznej rozmowie wszyscy w końcu podjęli decyzję, że czas ją zakończyć i wracać do domu. Bonnie już ruszała do wyjścia kiedy James spytał:
- Bonnie, możemy pogadać?
Przez chwilę się wahała, ale w końcu kiwnęła głową.
- Idź, Vlad. Dogonię cię. – mruknęła tylko do Ranskahova, a ten posłał jej spojrzenie mówiące, że wcale mu się to nie uśmiecha. Podeszła więc do niego. – To tylko chwila. Dam sobie radę. Spokojnie. – szepnęła.
- Uważaj na siebie. – odparł cicho i skierował swoje kroki do wyjścia.
Bonnie podeszła do Wesleya i skrzyżowała ręce.
- Posłuchaj… wiem, że to wygląda źle, ale… – zaczął i przetarł skroń. – Ja…
- Daj spokój, James. – machnęła ręką. – To… co się kiedyś działo… to teraz bez znaczenia. Pracuj dla kogo chcesz, nie będę cię przecież zatrzymywać.
- Bonnie…
Nie odpowiedziała. Wesley przez chwilę na nią patrzył.
- Przepraszam. – powiedział tylko.
- Nie masz za co.
- Mam. I tu nie chodzi tylko o mojego pracodawcę. Tylko… nie chciałem, żeby nasze pierwsze spotkanie po tym wszystkim wyglądało tak.
Wzruszyła ramionami.
- Na niektóre rzeczy nic nie poradzisz.
Bonnie obróciła się na pięcie.
- Fisk cię szuka. – oznajmił James. – Odkąd zaczęłaś współpracować z Vladimirem…
- Skąd o tym wiecie? – spytała odwracając się do niego.
- Vlad pewnie wspominał ci, że wśród jego ludzi są zdrajcy.
No jasne. Podczas ataku SHIELD Rosjanie przecież dowiedzieli się, że Stark z nimi współpracuje. Ktoś mógł donieść Fiskowi.
Ruszyła w stronę wyjścia.
- Bonnie. – usłyszała jeszcze głos Jamesa. – Nie chcę żeby coś ci się stało.
- Martwisz się o mnie? – prychnęła.
- Zawsze się o ciebie martwiłem.
Nie odpowiedziała. Szybkim krokiem ruszyła do wyjścia.

Dogoniła Vlada, który szedł tak wolnym krokiem, że w sumie trudno byłoby go nie dogonić.
- O co chodziło? – spytał gdy tylko ją zobaczył.
Machnęła ręką na znak, że to nie ma znaczenia.
- Pogadaliśmy tylko o tym, że James pracuje dla Fiska i… i że Fisk wie, że z tobą współpracuję.
- Skąd?
- Podobno od tych z twoich ludzi, którzy pracują jednocześnie dla niego.
Pokiwał głową.
- To niedobrze. – uznał.
Przez chwilę milczeli. Byli już coraz bliżej mieszkania Vladimira.
- Skąd w ogóle znasz Wesleya i Owlsleya?
- To starzy znajomi, poznałam ich gdy kiedyś byłam w Hell’s Kitchen. Na dobrą sprawę nie znaliśmy się nawet zbyt dobrze.
- Wesley zachowywał się, jakbyście jednak znali się dobrze.
Przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią.
- Może tak nam się wydawało. Nie miałam na przykład pojęcia, że pracuje dla Fiska, on też nie wiedział o wielu istotnych rzeczach dotyczących mnie. Nie rozmawialiśmy o niczym ważnym, byliśmy po prostu znajomymi. – odparła wzruszając ramionami.
Przez resztę drogi rozmawiali jeszcze o tym, co robić dalej. Konkretniejszych planów jednak nie mieli, przez to, że Fisk wiedział, że ze sobą współpracują nie mieli co liczyć na możliwość jakiegoś zaskoczenia go.
Nie było też co liczyć na jakąkolwiek pomoc, oprócz kilku zaufanych ludzi Ranskahova nie było nikogo, na kim mogliby polegać.
I chociaż świadczyło to o tym, że mieli naprawdę duże problemy… to byli chwilowo nawet zadowoleni.
Od czasu pocałunku atmosfera między nimi zaczęła się powoli rozładowywać, a ze świadomością, że chyba są parą czuli się… można by nawet powiedzieć szczęśliwi.
Wrócili do domu i położyli się do łóżka. Potem zasnęli.
 

 
Vladimir wyszedł do pracy wcześniej.
Po tym, co stało się poprzedniego wieczoru jakoś nie miał odwagi nawet zobaczyć się z Bonnie.
Sam nie wiedział co ma o tym sądzić. Postanowił na razie o tym nie myśleć i po prostu czekać na rozwój wydarzeń.
Nie minęła godzina odkąd przybył do pracy, kiedy do jego gabinetu wkroczył jeden z jego ludzi.
- Szefie, ktoś tu idzie.
- To go wygońcie. – odparł znudzony.
- Ale… to cała grupa. Uzbrojona.
- Ludzie Fiska?
- Nie wydaje mi się.
Vlad uniósł wzrok. A więc SHIELD, ci, o których mówiła Bonnie. Mruknął pod nosem przekleństwo i bez słowa ruszył w stronę głównego wejścia.
Stało tam już mnóstwo ludzi.
Po jednej stronie jego ludzie, celujący do tych naprzeciwko – agentów SHIELD.
Sam też wyciągnął pistolet.
- Panie Ranskahov, proszę opuścić broń. – odezwała się czarnowłosa kobieta, prawdopodobnie dowódczyni.
Nie zrobił tego jednak. Ani on, ani żaden z jego ludzi, ani agenci. Zamiast tego wszyscy coraz pewniej trzymali palce na spuście.
- Czekajcie!
Po schodach z rękami uniesionymi do góry zbiegała Bonnie Stark.
- Czekajcie.
Wszyscy momentalnie zamarli. Vladimir, bo był przekonany, że Stark siedzi obecnie spokojnie w jego mieszkaniu, jego ludzie, bo wiedzieli, kim Bonnie jest, ale nie mieli pojęcia, że podjęła z nimi współpracę, agenci SHIELD, bo rzecz jasna zupełnie się jej tam nie spodziewali i Maria Hill, bo mimo, że mogła podejrzewać, że Bonnie będzie w te sprawy zamieszana, to za nic nie podejrzewała jej o współpracę z Rosjanami. No i Gemma, bo przez ostatnie dni przyjaciółka starała się jej wmówić, że jest daleko od Nowego Yorku i odpoczywa i że nie ma bladego pojęcia co się dzieje w Hell’s Kitchen.
Pierwsza odezwała się Bonnie, ponieważ była jedyną osobą, która była w stanie coś powiedzieć.
- Słuchajcie, wiem jak to wygląda, ale pogadajmy. Wszystko wyjaśnię.
Ale nikt nie wyglądał jakby czekał na wyjaśnienia. Rosjanie celowali pistoletami w agentów, agenci w Rosjan. Vladimir wyglądał na mocno zakłopotanego, tylko co jakiś czas rzucał spojrzenie Bonnie zastanawiając się, czy kobieta jest w stanie cokolwiek zrobić.
- Nie masz pojęcia jak to wygląda, Stark. Będziemy zmuszeni aresztować cię pod zarzutem współpracy z rosyjską mafią. – odparła w końcu Hill.
- Proszę, posłuchajcie mnie chwilę. To nie tak, jak myślicie.
- Nie ma czego tłumaczyć!
- Czekaj. – odezwała się w końcu Gemma. – W porządku, Bonnie. Pogadajmy.
Stark spojrzała na nią z wdzięcznością.
- Jest tu jakiś wolny pokój? – spytała Jones.
Bonnie kiwnęła głową, po czym weszły do jednego z nich i zamknęły drzwi.
- Na serio? Najpierw morderca, potem agent Hydry, a teraz przywódca rosyjskiej mafii? Co z tobą nie tak, Bonnie?
Stark chciała zaprzeczyć, powiedzieć, że z Vladimirem nie łączy jej nic oprócz współpracy w celu zlikwidowania Fiska i paru spraw z przeszłości, które od dawna już nie mają znaczenia. Ale każdy kolejny dzień w Hell’s Kitchen utwierdzał ją w przekonaniu, że nie byłaby to prawda.
Pytanie Gemmy zawisło w powietrzu.
- Powinniście stąd wyjechać. – odezwała się w końcu Bonnie. – Nie znacie tego miejsca, nie rozumiecie tego, co się tutaj dzieje. Nie jesteście stąd.
- Ty też nie. – odparła Jones. – I zdaje mi się, że rozumiemy to lepiej od ciebie. My nie współpracujemy przynajmniej z rosyjską mafią.
Stark zamilkła.
- Okłamałaś mnie, Bonnie. – mruknęła Gemma. – Dlaczego?
- A co miałam powiedzieć? „Przyjechałam do Hell’s Kitchen i zaczęłam współpracę z rosyjską mafią”? Przecież widzę, jaka jest wasza reakcja.
- Trzeba było nie zaczynać współpracy z rosyjską mafią! Czy ty w ogóle masz pojęcie, czym oni się zajmują?
- Doskonale zdaję sobie z tego sprawę!
- I wciąż ufasz Ranskahovowi? Bo wygląda na to, że bardzo dobrze się tu razem bawicie! Nawet go dobrze nie znasz, a widzę, że świetnie się dogadujecie!
- Mylisz się. – Bonnie spojrzała na nią. – Znam go doskonale. Wspólne uciekanie z więzień bardzo łączy ludzi.
Gemma spojrzała na nią zaskoczona.
- To było parę lat temu. Więzienie w Rosji, nieważne. Nie było tam za dobrze, prawdę powiedziawszy, mało osób stamtąd wychodziło. – zaczęła spokojnie Stark. – Kiedy tam trafiłam, byłam przekonana, że to już koniec. Ale pojawili się Vladimir i Anatoly. I pomogliśmy sobie nawzajem stamtąd uciec. Gdyby nie oni, już bym nie żyła. Potem zaczęłam z nimi współpracować w Moskwie. A teraz dowiedziałam się, że przenieśli się do Ameryki i współpracowali z Fiskiem. Fisk zabił Anatoly’ego, więc Vladimir chce się zemścić. A ja chcę mu w tym pomóc.
Jones milczała.
Nie wzięła pod uwagę tego, że Bonnie mogła już wcześniej znać braci Ranskahov. I że mogła mieć powody, żeby podjąć współpracę z Vladimirem.
Westchnęła i spojrzała na Stark.
- Przemyślę to.
Bonnie odetchnęła z ulgą.
- Dziękuję. – powiedziała. – Dziękuję.
Jones kiwnęła głową.
- Ale nic nie obiecuję.
Wyszły z pokoju. Gemma mruknęła coś do Marii Hill, trochę się kłóciły, ale w końcu Hill kiwnęła do agentów.
Rzuciła jeszcze jedno spojrzenie Bonnie i wyszła, a za nią Gemma i agenci.
Rosjanie patrzyli mało rozumiejącym wzrokiem to na Stark, to na Vlada.
Ranskahov tylko pokręcił głową.
- Przy okazji wam to wyjaśnię. – mruknął. – Chodźmy, Bonnie.
Wrócili do domu. Vladimir spojrzał na Bonnie.
- Dziękuję. – mruknął.
- Proszę bardzo. – odparła. – I przepraszam… za wczoraj.
- Nie masz za co przepraszać.
Spojrzała na niego i uśmiechnęła się lekko.
Zrobił krok w jej stronę i zawahał się.
Bonnie stała w miejscu zastanawiając się co robić.
Z jednej strony tak, bardzo tego chciała. Od momentu przyjazdu do Hell’s Kitchen, od momentu zobaczenia go po raz pierwszy po tak długim czasie.
Ale z drugiej strony… czy ten jeden moment nie zepsuje wszystkiego, co się do tej pory działo? To przecież nie miało tak wyglądać, miała tylko tu przyjechać, rozprawić się z Fiskiem i nie wracać do Hell’s Kitchen. Zapomnieć o tym miejscu.
Vlad patrzył na nią, jakby szukając znaku co robić dalej.
Ona też zrobiła krok w jego stronę.
Dotknął delikatnie jej twarzy, a potem… a potem pocałował Bonnie Stark.
Trudno, będzie tego żałował. Ale to bez znaczenia.
Ona odwzajemniła pocałunek. Odsunęli się od siebie po chwili, a Stark znowu się uśmiechnęła.
- Jednak nie masz serca z kamienia. – mruknęła.
Też się uśmiechnął.
A potem znowu ją pocałował.
 

 
Następnego dnia wieczorem wyszli z mieszkania Vladimira i jak gdyby nigdy nic ruszyli w stronę jednej z restauracji, gdzie według informacji, które mieli miał przebywać Fisk.
Gdy w końcu tam dotarli dostrzegli, że stoi tam kilku jego ludzi.
- Co robimy? – spytała Bonnie. – Tutaj raczej sobie nie powalczymy. To środek miasta.
- Wejdziemy bocznym wejściem, o ile…
Nagle dostrzegli kolejną, dość sporą grupę idącą z naprzeciwka.
Szybko schowali się za ścianą budynku.
- Dość sporo ich tutaj. – mruknęła Stark obserwując zbliżające się osoby.
- Mówiłem ci, że nie będzie łatwo.
Gdy jednak grupa zbliżyła się, Bonnie mogła dostrzec ich twarze. Wiele z nich kojarzyła. SHIELD.
- Cholera jasna. – szepnęła.
- Co jest? – Ranskahov spojrzał na nią pytająco.
Pokręciła głową i machnęła ręką, żeby się nie wychylał. Grupa była może z dwa metry od nich, więc mogli doskonale usłyszeć ich rozmowy. Co się z tym jednak wiązało, ich rozmowy czy jakiekolwiek danie o sobie znać było tak samo dobrze słyszalne przez SHIELD.
- Fisk jest w środku. – odezwał się jeden z agentów.
- Fisk jest na razie nieważny. Teraz mamy zająć się Ranskahovem. – Stark rozpoznała głos Marii Hill.
- Ale nie wiemy gdzie jest. A Fiska mamy na wyciągnięcie ręki.
- To nie była propozycja.
Przez chwilę zapanowała cisza.
- Tu nic nie znajdziemy. Jeśli będziemy się po prostu kręcić po Hell’s Kitchen nic nam to nie da. Musimy znaleźć coś konkretnego. Mówiłam, żeby pogadać z Bonnie.
Stark wstrzymała oddech słysząc głos Gemmy Jones. Co prawda mogła się tego spodziewać, w końcu przyjaciółka sama jej powiedziała o planach SHIELD, ale Bonnie miała nadzieję, że tak naprawdę nie będą integrować w sprawy Hell’s Kitchen. Albo że przynajmniej sama Jones tu nie przyjedzie. Ale nie. Wszystko skomplikowało się jeszcze bardziej.
- Zmywajmy się stąd. Nic tu po nas. – oznajmiła Hill i po chwili grupa agentów odeszła.
Bonnie i Vladimir jeszcze przed chwilę stali bez ruchu, ale w końcu spojrzał na nią pytająco.
- Wracamy do domu. Wszystko ci wyjaśnię.

***
- Więc?
Bonnie westchnęła. Usiedli na kanapie w salonie.
- To SHIELD. Tajna agencja, współpracują z superbohaterami, zajmują się superzłoczyńcami i tak dalej.
- Znasz ich?
- Oczywiście.
- Co tu robią?
- Nie znam konkretów… ale chcą się zająć Fiskiem, no i tobą.
Odpowiedział milczeniem, Bonnie również przez chwilę się nie odzywała. Musiała to przyswoić. SHIELD, Gemma… nie chciała z nimi walczyć, nie chciała, żeby dowiedzieli się co tu robi. Owszem, również byli wrogami Fiska, ale oni chcieli go po prostu aresztować. A zdaniem Stark go nie wystarczyło aresztować.
Po chwili Vlad pokręcił głową.
- Czyli teraz mamy na głowie jakąś cholerną organizację? Jak niby mamy sobie poradzić i z nimi i z Fiskiem?
Bonnie wzruszyła ramionami.
- Pogadam z nimi, to moi znajomi. Może coś zdziałam.
Ranskahov opuścił głowę.
- Nie potrzebuję kolejnych problemów, kolejnych wrogów, kolejnych ofiar. Chcę tylko pomścić brata.
- Pomścisz go. Jakoś sobie poradzimy.
Znów ze zrezygnowaniem pokręcił głową.
A potem poczuł na swojej dłoni dłoń Stark.
Chciał cofnąć rękę, ale tego nie zrobił. Zamiast tego złapał jej dłoń i ją uścisnął.
Przez chwilę tak siedzieli, nawet na siebie nie patrząc.
Dopiero po jakimś czasie Bonnie wstała i spojrzała na niego.
- Przepraszam. – mruknęła cicho.
Pokręcił głową.
Stark obróciła się na pięcie i wyszła z salonu.

Wróciła do swojego tymczasowego pokoju i wzięła do ręki telefon. Kilka nieodebranych połączeń. Od Gemmy.
Spojrzała na zegarek. Co prawda było już późno, ale była pewna, że Jones nie śpi.
Wybrała jej numer.
- Bonnie! – usłyszała jej głos. – Cały wieczór do ciebie dzwoniłam. Gdzie się podziewałaś?
Stark przez sekundę się wahała. Przygryzła wargę.
- Wyszłam z domu, zapomniałam telefonu. Wybacz.
- Wszystko w porządku, Bonnie?
- Jasne, wszystko okej.
- Wciąż jesteś poza domem?
- Aha.
- Słuchaj, mam pytanie. Jesteśmy w Hell’s Kitchen, a z tego co kojarzę, bywałaś tu kilka razy. Wiesz może coś o działającej tu rosyjskiej mafii?
Bonnie westchnęła cicho.
- Rosyjska mafia w Hell’s Kitchen? Nie, nic nie słyszałam.
- Na pewno? To ważne. Proszę, zastanów się.
- Przykro mi, ale nie mogę pomóc, przepraszam. Dawno tam nie byłam i… nic nie wiem, wybacz.
- No cóż, dzięki. Trudno. – odparła Gemma ze zrezygnowaniem. – Muszę kończyć, Bonnie. Jakby coś ci się przypomniało to daj znać. Na razie.
- Na razie.
Stark odetchnęła z ulgą i odłożyła telefon.
Teraz przyszedł czas, żeby zastanowić się co dalej. Musi mieć jakiś plan, cokolwiek. Musi przekonać SHIELD, żeby się nie mieszali. A to nie będzie łatwe.
 

 


CZY WY TO WIDZICIE? BROCK RUMLOW ♥♥♥
 

 
Po nowym odcinku The Walking Dead mam drugą ulubioną postać. Jesus jest świetny.



 

 

Gdy się obudziła, leżała na łóżku w jakimś pokoju.
Bolała ją głowa i kości, ale nie było aż tak źle.
Obok siedział Vladimir Ranskahov.
Odchrząknęła, by dać mu znak, że się obudziła.
- Jak się czujesz? – spytał.
W jego głosie była słyszalna troska, na co Stark dość mocno się zdziwiła. On nie dbał o nikogo, oprócz Anatoly’ego, a teraz jakby się o nią martwił.
- Żyję. – odparła.
Wstał i podszedł do okna.
- To Fisk.
- Hm?
- Poluje na mnie, więc cię zaatakował. Skoro współpracujemy, jesteś dla niego zagrożeniem.
No tak, to było logiczne. Bonnie nie wiedziała czemu wcześniej nie przyszło jej to do głowy.
- Twoje mieszkanie wybuchło, hm? – odezwał się Vlad.
- Na to wygląda.
- I tak byś tam nie wróciła.
- Niby dlaczego?
- A jak myślisz? – spojrzał na nią. – Nie jesteś bezpieczna.
Prychnęła.
- Nagle zacząłeś się o mnie martwić?
Westchnął.
- Straciłem Anatoly’ego. Nie mam nikogo, komu bym ufał. Oprócz ciebie.
Zamilkła. Na jej twarzy wymalowało się zdziwienie.
- Trzymajmy się razem. – powiedział Ranskahov i jeszcze raz na nią spojrzał. Potem wyszedł z pokoju, by dać jej odpocząć.
Opadła na łóżko i przymknęła oczy.
Stało się coś niesamowitego. Vladimir Ranskahov się o nią martwił. Nie sądziła, że jej pobyt w Hell’s Kitchen tak się potoczy.
Więc co teraz? Zostanie tutaj, z Vladimirem i potem razem pójdą dopaść Fiska. Okej.
Problem polegał na tym, że niewiele wiedziała o obecnej działalności Vlada. Jasne, widziała akta, ale doświadczenie nauczyło ją, że w aktach nigdy nie ma wszystkiego. Że zazwyczaj nie ma nawet połowy informacji.
Ale co miała zrobić? Po prostu pójść do niego i zapytać czym się zajmuje?
Wstała z łóżka i rozejrzała się po pokoju.
Nie zobaczyła jednak niczego podejrzanego.
Przez chwilę zastanowiła się nad wyjściem z pokoju i zwyczajnym przeszukaniem bazy. Odsunęła od siebie tą myśl. Vladimir jej ufał i wyglądało na to, że Stark będzie go potrzebować. Nie może zawieść jego zaufania.

Kolejne dni spędzili na planowaniu ataku. Bonnie poczuła się lepiej i lada moment miała być w pełni sił.
- Najpierw musimy zająć się jego ludźmi. – tłumaczył Ranskahov. – Ma ich wielu, zbyt wielu. Policja, sąd, ochrona, większość pracuje dla niego. Naszymi jedynymi sojusznikami są moi ludzie, ale i wśród nich zdarzają się zdrajcy.
- Słabo.
- Nie najlepiej.
- Więc jesteśmy zdani na siebie?
- Na to wygląda.
Kiwnęła głową i opadła na krzesło.
- Chcesz przeprowadzić atak na kogoś takiego jak Fisk w dwie osoby? – spytała patrząc na niego.
Wzruszył ramionami.
- Nie mamy innego wyjścia.
Kiwnęła głową i westchnęła.
- To dość ryzykowny plan.
- Jakoś damy radę.
Przez chwilę milczeli. Stark wstała.
- Idę się położyć. – mruknęła tylko i skierowała kroki do swojego tymczasowego pokoju.
 

 
[WPIS BĘDZIE ZAWIERAŁ SPOILERY]
Byłam dzisiaj na Deadpoolu i, Jezu, ten film był genialny.
Po pierwsze - Francis. Ja znowu zakochałam się w złym gościu, nie wiem, czy to dobrze. W każdym razie, Francis był przecudowny, ten jego uśmiech i jego "What's my name?", aww <3 Ale oczywiście skończył tak jak połowa moich ulubionych postaci ;-;
Po drugie - nawiązania do innych filmów/komiksów i łamanie czwartej ściany. Na przykład:
"- Idziemy do Profesora.
- Stewarta czy McAvoya? Zaczyna mi się to już mylić."
Brakowało mi tylko tego, żeby w scenie ze Stanem Lee wyskoczył Deadpool mówiąc coś w stylu, że to legendarny Stan Lee, no ale. Może w drugiej części wprowadzą coś takiego.
A scena po napisach to mistrzostwo. Wiedziałam, że będzie coś w tym stylu, ale jak Deadpool powiedział, że w drugiej części pojawi się Cable to niesamowicie się ucieszyłam. Uwielbiam tą postać, a jeszcze w duecie z Deadpoolem... to będzie świetne.
Także kończąc ten chaotyczny wpis wstawię Ryana i Eda, czyli Deadpoola i mojego kochanego Francisa c:
 

 


FRANK ♥♥♥
Jon jako Punisher to ideał *-* Tak bardzo nie mogę się tego doczekać, jejku.
Plus 25 lutego kolejny zwiastun, liczę na jakiś znak, że Vladimir wróci, jeśli wróci to będę najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi.